Jak sam twierdzi, wyląduje w piekle, ale bez wątpienia po drodze zdąży jeszcze namieszać. Z okazji swoich urodzin dał się namówić na trochę zwierzeń, opowiedział o tym, co go drażni, cieszy oraz zdradził wiele ciekawych i nieznanych dotąd faktów ze swojej biografii…

E: Chciałeś być aktorem?

Hellboy: Coś było na rzeczy, ale jednak cieszę się , że robię to, co kocham.

Opowiedz coś więcej.

H: Interesowałem się tym. Wystąpiłem w kilku programach, głównie rozrywkowych, jakiejś reklamie. Miałem epizod w filmie kryminalnym. Wyjechałem do Warszawy, gdzie miałem działać w tej kwestii, ale trafiłem na nieodpowiednie osoby, no i tak się skończyło.

Lubisz być podglądany? Obserwowany?

Nie, raczej chodziło o to, że byłem młody, głupi. Niestety błędy młodości (śmiech).  Pewnie po drodze kilka pewnie jeszcze popełnię, bo działam pod wpływem emocji, pod wpływem  chwili, tak jak przy tym wywiadzie (śmiech).

Można powiedzieć, że miałeś parcie na szkło.

Nie, nie do końca. Zajmowałem się piłką, a znajoma szukała jakiegoś chłopaka: – potrzebuję kogoś do takiego jednego programu, dostaniesz za to kasę, będzie śmiesznie. No dobra, zgodziłem się i okazało się, że to była Randka w ciemno. Dostałem wycieczkę za darmo, wszystko all inclusive.

A co z dziewczyną, która Cię wybrała?

Powiedziałem jej na wstępie, że miłości z tego nie będzie (śmiech).

Okrutne.

Nie, szczere. Zawsze jestem szczery (śmiech).

Podobno już wkrótce pojawi się film, w którym zagrałeś.

Tak, w lutym 2017 roku. To film, w którym występują różni artyści muzyczni, z rapu to np. Kaen. Jest to fabuła bardziej kryminalna, gangsterska, o tym, co dzieje się w Krakowie, różnych porachunkach. Ja akurat mam taką rolę, że gram syna kogoś, kto prowadzi agencję towarzyską. Od września zaczynam zdjęcia.

Jesteś lepszym DJ’em czy aktorem?

Oczywiście, że DJ’em (śmiech).

Wracając jeszcze do początków Twojej kariery – byłeś piłkarzem, napastnikiem.

Tak, grałem w piłkę od 8 roku życia. Grałem wysoko, była to wojewódzka drużyna juniorów. Później zajmowałem się czymś innym, więc grałem w niższych ligach, ostatnio grałem w 5 lidze – Podwzgórze Kraków, a obecnie problemem jest to, że mam za mało czasu. Musiałbym trenować 4 razy w tygodniu, w weekendy mecze, a w weekendy przecież gram w klubach.

Ok, więc miałeś kilka innych opcji. Kiedy pomyślałeś, że sposobem na życie może być muzyka?

Dokładnie 12 lat temu zorganizowałem pierwszą imprezę – Techno Terror. To było w ś.p. klubie Rentgen, dobrze znanym w Krakowie. Tak się zaczęło, odtąd zacząłem się bawić z kolegą w klubie, organizować imprezy – techno, hard techno, no i tak to poszło, spełniłem się. Uważam, że to był mój najlepszy kierunek życiowy. Nie wiem, jakby było z piłką, bo osiągałem bardzo dobre wyniki, dyplomy, więc może szkoda, że nie gram zawodowo.

I grałbyś dzisiaj na Euro.

Tak (śmiech).

Wstałeś pewnego dnia i postanowiłeś, że będziesz DJ’em?

Nie, to było na Love Parade. Usłyszałem DJ Rush’a i już wiedziałem, co będę grał.

Ale wtedy jeszcze nic nie praktykowałeś, przyjechałeś tam jako widz.

Tak, wtedy tylko obserwowałem. To było dla mnie coś nowego – muzyka, ludzie. Zanim pojechałem, to słuchałem takiej dyskotekowej muzyki, szukałem tam jakiegoś swojego ja i odnalazłem się na Love Parade, gdy usłyszałem schranz. To mnie trafiło jak miłość (śmiech).

Trafiło, ale musiałeś podjąć sporo działań, zanim zacząłeś grać, np. kupić sobie sprzęt.

Nigdy w życiu nie miałem sprzętu, jestem samoukiem.

No dobrze, ale jak zagrałeś na swojej pierwszej imprezie? Bez przygotowań?

Pierwsza impreza była po 4 miesiącach. Chodziłem na różne imprezy, obserwowałem jak się gra, a potem poszło.

Ktoś dał Ci szansę.

Nie, w sumie nigdy nikogo nie prosiłem, sam sobie dałem szansę. Zrobiłem pierwszą imprezę w klubie i już poszło samo. Potem największym sukcesem było zorganizowanie przeze mnie sceny na Nature One – organizowane przez Mayday Polska. Można to nazwać karierą lub nie, ale od tej pory poszło w górę. To był mój taki progres. Po prostu od tamtej pory pojawiły się bookingi zagraniczne i zaczęło się dziać.

Dlaczego nie grasz w tym roku na Mayday?

Nie wiem, grałem w sumie już 3 razy, więc może jakaś przerwa musi być. Ostatnio grałem w 2014 roku.

Traktujesz to jako porażkę?

Jak każdy chciałbym być znowu częścią kolejnej edycji, ale na pewno pojawię się jako słuchacz. Generalnie cieszę się, że mamy wciąż Mayday. Ten rok jest zdecydowanie konkretny pod względem nazwisk! Brakuje mi np. imprez takich jak Soundtropolis, Nature One, Silesia In Love, Toxicator.

Mówiąc wprost, uważasz, że bardziej zasługujesz na to miejsce niż inni DJ’e, tak? Nie mówiąc po nazwiskach…

Wiesz, zawsze jak mnie brakuje, to traktuję to jako porażkę. Uważam, że fajnie byłoby zagrać. Jak zaczynałem, jeździłem na Mayday i to był dla mnie priorytet, tak jak inne eventy – Loveparade, Soundtropolis, Toxicator, Ruhr in Love, Silesia in Love, czy inne niemieckie festiwale. Chiałbym jeszcze zagrać na niemieckim Mayday, ale teraz jest problem, bo teraz już tam nawet nikt nie gra hard techno. Ja teraz też zmieniłem się  muzycznie, bo jak wiesz, gram techno, ale od zawsze kocham hard !

Jak zareagowałeś na fakt, że Westbam już nie będzie na Mayday?

Nie ma już tego, co było. Było Members of Mayday. teraz jest inaczej, inaczej się to nazywa…Ciężko mi się wypowiadać, nie wiem, o co chodziło. Na pewno był jakiś problem, który spowodował taką sytuacje a nie inną. I to był ciąg różnych zdarzeń i sytuacji.

A fakt, że ludzie narzekają po każdej edycji, że jest coraz gorzej?

A kiedy Polacy nie narzekają? To jest normalne. Organizowałem imprezy, wszystko na tip top, ale zawsze komuś coś nie pasowało. Najlepiej dać ludziom wszystko za darmo. Nie lubię płaczków, którym wiecznie coś nie pasuje, a sami nic nie zrobią, takie trolle internetowe.

Wspomniałeś o zmianie stylu grania. Skąd ta zmiana? Byłeś tak wierny hard techno.

Jestem cały czas, bo w klubach gram techno, a na festiwalach hard techno, ponieważ w klubach już nie ma tak naprawdę gdzie grać techno. Generalnie jest teraz nowe pokolenie hipsterów, którzy lubią muzykę, która jest dla mnie…no….nie podoba mi się. Ja zawsze byłem wierny mocnej muzyce, bezkompromisowemu graniu. Nigdy nie lubiłem słodkich wokali, melodii, które mogłyby podchodzić pod komercję. Jestem wierny swoim zasadom, nigdy tego nie zmienię, póki będę grał A techno zacząłem grać i produkować, bo zawsze lubiłem techno. Jest zawsze dylemat, co grać – techno czy hard techno?

Często pytasz na Facebooku, co grać.

No właśnie i zdania są podzielone, bo sporo osób słucha techno. A zaczęło się naprawdę 3 lata temu, gdy zagrałem pierwszy raz w Austrii, gdzie headlinerem był Sam Paganini. To był mój debiut w temacie techno. Rok wcześniej też grałem tam w klubie na Schranz Festival i oni zorganizowali tam następną edycję, ale prosili, żebym zagrał techno. To był strzał w dziesiątkę, bo dzięki temu zacząłem grać przede wszystkim za granicą, w różnych klubach, co mnie bardzo cieszy.

Czyli techno daje więcej możliwości, jest bardziej opłacalne.

Na pewno. Techno jest przede wszystkim wolniejsze, dobrze zmasterowane i większe grono odbiorców go słucha. Na pewno daje więcej możliwości i w większej ilości klubów się pojawia. W Polsce jest bardzo ciężko z hard techno. Ja organizowałam imprezy przez 6 lat w Krakowie w różnych klubach. Są ludzie, którzy to kochają, ale nie ma ich już tak dużo teraz. Przede wszystkim dlatego, że już mają swoje lata, mają żony, dzieci. To nowe pokolenie jest wychowane na innej muzyce, nastawione bardziej na to, by się polansować po klubach.

No dobrze, ale czy to nie jest tak, jakbyś się poddał? Propagowałeś hard techno, było fajnie, a teraz nie ma ludzi albo wydaje ci się, że nie można ich zebrać w jednym miejscu i postanawiasz, że trzeba odejść od hard techno.

To naprawdę wyszło po ostatniej imprezie z DJ Rush’em, którą robiłem w Fortach Kleparz. Była to impreza, która pochłonęła bardzo dużo finansów. Przyznaję, że kilka dobrych złotówek się straciło i wtedy coś we mnie pękło.

Masz rację, ale może za którymś razem przyniosłoby to zysk.

A ja robię imprezy już ile lat? Gram 12, a imprezy robię od 10.

I jutro skończysz 32 lata

Zaczynam 32 (śmiech). To jest straszne…

Urodziny to taki czas, w którym ludzie często rozmyślają nad tym, co udało im się dokonać, czego nie…Z czego jesteś najbardziej dumny i czego żałujesz?

Cieszę się, że gram, to na pewno. Dotarłem tam, gdzie chciałem, chociaż zawsze może być jeszcze lepiej. Żałuję wielu rzeczy, np. jako młody chłopak dawałem się prowokować konkurencji. Nerwów straciłem trochę. Byłem bardziej buńczuczny. Jak ktoś mnie prowokował, to nie byłem obojętny.

Biłeś się?

Może nie to, że się biłem, ale nie pozostawałem bierny. Z drugiej strony, boli fakt, że mam 32 lata.

Od jutra, nie postarzaj się.

No tak, gdy zaczynasz grać, grasz, grasz, grasz, mijają ci lata i naprawdę nie zajmujesz się tym, co jest istotne, np. rodziną. Nie mam tego, nie mam dzieci, nie mam w tej kwestii poukładanego życia, tylko tak naprawdę żyje od weekendu do weekendu.

To jest cena Twojego sukcesu?

To jest cena każdego, kto gra, tzn. nie kogoś takiego, kto traktuje to tak, że dzisiaj sobie zagra albo nie, nie traktuje tego poważnie, chce sobie tylko pojeździć, pograć. Ja to biorę pod uwagę jako priorytet życiowy. Nie interesowało mnie nic poza tym, chciałem grać jak najwięcej, jak najdalej, z sukcesami.

Ja Cię rozumiem, ale są DJ’e, którzy mają rodziny i to ci największy. Ot, taki Armin van Burren.

No dobra, ale to jest zupełnie inny klimat, inna półka. Jest inaczej, kiedy jesteś z dobrej agencji muzycznej, a w Polsce nie ma agencji z prawdziwego zdarzenia. Jest inaczej, kiedy zajmują się wszystkim twoi managerowie, a tacy artyści nie muszą się tym w ogóle przejmować, bo wykonuje się za nich całą pracę i jadą na gotowe. To jest na pewno lepsze. Tak samo są niemieckie agencje, które zbierają najlepszych producentów i DJ’ów. Co do Armina, to tutaj nie ma co porównywać. W Polsce tak naprawdę każdy się uważa za najlepszego, a naprawdę nie ma tu żadnego konkretnego gościa, który byłby zajebisty.

Nawet Ty?

Nawet ja. Munoludy czy Muno – większość takich rankingów to jest joke. Tam są wymieniani jacyś DJ’e, którzy nigdy na jakimś poważnym festiwalu nie grali, ale magia znajomych robi cuda.  Zacytuję tu O.S.T.R. – „(…) tu gdzie celebrytę zrobią nawet z Boga”.

No dobra, narzekasz na Polskę, ale mieszkałeś przez jakiś czas w Niemczech. Dlaczego tam nie próbowałeś?

Nie próbowałem. Nie miałem czasu, żeby się gdzieś zakręcić, szczerze.

A nie myślałeś o tym, żeby wyemigrować?

Jestem patriotą. Jest też ciężko. Niemcy nie przepadają za bardzo za Polakami. Może byś coś osiągnęła, gdybyś nie powiedziała, że jesteś z Polski.

Proszę Cię. Czy umiejętności nie powinny być ważniejsze niż Twoje pochodzenie?

Na serio tak jest…

Uwielbiam pytać o psychofanów. Masz jakichś? W Twoim kontekście chodzi raczej o psychofanki.

Ciężko określić szanuje każdego słuchacza – kiedyś była jedna dziewczyna, która była na każdej bibie! Z tej strony pozdrawiam ją (śmiech). Aaa, no i jest kolega Radek, który jeździ na większości imprez gdzie gram, czy to Berlin, Katowice, Wawa, Toruń – zawsze tam, gdzie ja (śmiech).

Oddany fan, ale pytałam o psychofanki.

Za bardzo nie chcę o tym mówić. Dziewczyny piszą różne rzeczy na temat „sytuacji poimprezowych” (śmiech). Fajne to, czasem można się pośmiać. Zawsze jak miałem dziewczynę, to byłem postrzegany tak, że na pewno zdradzam, bawię się jak inni DJ’e, a było wręcz na odwrót.

A teraz jesteś do wzięcia? Fanki to zainteresuje.

(śmiech) Tak, jestem singlem od ponad roku. Z jednej strony mi dobrze, z drugiej trochę źle. Trafiałem na bardzo dziwne dziewczyny. Szkoda nerwów, by mówić o tym.

Zakładasz, że założysz rodzinę? Zrezygnujesz wtedy z grania?

Na pewno chciałbym, ale też trudno znaleźć taką osobę, która zaakceptuje to, co robię, to co kocham. Nie zrezygnuję z tego, co jest dla mnie ważne. Nie po to poświęciłem 12 lat na granie, by nagle sobie powiedzieć – ok, koniec. Takie coś to mogłem zrobić wcześniej. Niczego nie żałuję, czuję się spełniony. Dalej w to brnę, zmieniłem styl, ale nigdy nie będę komercyjnym grajkiem. Jak kiedyś powiedziałem, skończę na mocnym graniu. Też mam swoje zasady i ich nie zmienię. Im większy sukces, tym więcej masz wrogów.

Odczuwasz to?

Odczuwam i pozdrawiam ich środkowym palcem.

Co byś poradził młodym ludziom, którzy chcą iść Twoją drogą?

Szkoda czasu.

Przecież kochasz to, co robisz.

Oczywiście, ale nie mogę nikomu poradzić, by szedł moją drogą, bo moja droga jest ciężka. Młodzi ludzie powinni raczej czerpać inspirację i to robią. Ja się nigdy na nikim nie wzorowałem, oprócz tego, że zacząłem grać dzięki Rush’owi. A potem zaprosiłem go do Krakowa na imprezę w 2012 r., więc w spełniło się to, co chciałem – zaprosiłem gościa, dzięki któremu gram.

Kto cię inspiruje?

Dla mnie ważnym artystą jest Keith Carnal, którego zaproszę do Katowic 25.06. To jest taki gość, który jak wydaje utwór, to jest hit. Tworzy typowe techno z fajnym  dźwiękiem, fajny bass, wszystko takie czyste, dobry master. Naprawdę dla mnie to jest kot, to jest gość, który mnie inspiruje, jeżeli chodzi o muzykę.

A jak Twoja rodzina reaguje na twój sukces? Są dumni czy w ogóle nie wiedzą, o co chodzi?

Mama wie, czasem ogląda moje sety i generalnie woli jak gram wolniej. A tata wie, że gram, ale w sumie nie wie co. Nie rozmawiamy na ten temat.

Jutro skończysz 32 lata. Jak będzie wyglądało Twoje życie, gdy skończysz 42?

Oj, to już nie będę żył.

A gdybyśmy założyli jakąś optymistyczną wersję? W jakim miejscu będziesz?

W piekle (śmiech).

One thought on “Zacząłem z hard techno a skończę z techno! (Hellboy – wywiad)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *